20. Niedziela po Trójcy Świętej

25.10.2020

Wrocław, kościół św. Krzysztofa
10:00, Nabożeństwo Słowa Bożego (po niemiecku)
18:00, Nabożeństwo Słowa Bożego (po polsku)
19:00, spotkanie dla chcących wstąpić do Kościoła ewangelickiego lub choćby zainteresowanych jego nauką

ŚE – Śpiewnik Ewangelicki

Introit ŚE 436 W strapieniu swoim i swym upadku
Graduał Psalm responsoryjny
Przed kazaniem ŚE 685 Na Bożą wolę zdaję się

Po kazaniu Muzyka organowa
Zakończenie ŚE 372 Święty Boże

Celebrans:
ks. Paweł Mikołajczyk, wikariusz parafii Opatrzności Bożej

Organy:
Tomasz Kmita-Skarsgård, dyrektor muzyczny i organista


Mk 2, 23–28

23.I stało się, że Jezus szedł w sabat przez zboża, a uczniowie jego w drodze zaczęli rwać kłosy. 24.Wtedy rzekli do niego faryzeusze: Patrz! Czemu czynią w sabat to, czego czynić nie wolno? 25.A On im rzekł: Czy nigdy nie czytaliście, co uczynił Dawid, kiedy był w potrzebie i był głodny, on i ci, którzy z nim byli? 26.Jak wszedł do domu Bożego za Abiatara, arcykapłana, i jadł chleby pokładne, które wolno spożywać tylko kapłanom, a które dał również tym, którzy z nim byli? 27.Ponadto rzekł im: Sabat jest ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla sabatu. 28.Tak więc Syn Człowieczy jest Panem również i sabatu.

 

Ściąć parę kłosów w sabat. Czy to nie tak jakby podlać trawnik czy włączyć odkurzacz w niedzielę. Może i lepiej tego nie robić, ale czy to rzeczywiście taki wielki problem?

Ten problem jest większy, niż może się wydawać. On dotyka jednego z najważniejszych pytań, na które nigdy nie będziemy w stanie udzielić pełnej odpowiedzi. To pytanie o tożsamość. Pytanie, które w świetle dramatycznych wydarzeń po wyroku Trybunału Konstytucyjnego jako chrześcijanie musimy sobie zadać. Przecież bardzo często pod tym wyrokiem, de facto zmuszającym do rodzenia dzieci bez płuc, z sercem poza ciałem czy bez czaszki, mówi się o chrześcijańskim poszanowaniu życia i godności ludzkiej.

Dlatego zapytam każdą i każdego z Was: kim jesteś? Umielibyście na to pytanie odpowiedzieć? Pewnie odpowiedź wcale nie byłaby taka prosta. To kim jesteśmy, nasza tożsamość, składa się z wielu rzeczy – postaw, myśli, doświadczeń, pragnień, umiejętności, tego jak jesteśmy postrzegani. Zapewne wszyscy moglibyśmy wskazać te cechy naszej osobowości, naszych doświadczeń czy uwarunkowań społecznych, które widzimy jako najważniejsze dla określenia swojej tożsamości.

Judaizm, zarówno ten z czasów gdy spisywano Ewangelie, jak i ten dzisiejszy, też posiada takie elementy bardzo ważne z punktu widzenia tożsamości. Przymierze z Bogiem, będące absolutnym fundamentem rozumienia siebie w judaizmie, wyrażało się w kilku widzialnych znakach. Jednym z niech było obrzezanie. Innym – przestrzeganie sabatu.

Według pierwszej historii o stworzeniu świata (1Mż 1,1-2,3), tej, która mówi o siedmiu dniach stworzenia, sabat jest elementem Bożego porządku nadanego światu. Choć czytamy, że siódmego dnia Bóg odpoczął, to ten odpoczynek wynika nie tyle ze zmęczenia wszechmogącego Stwórcy, ale jest wręcz ostatnim aktem stwórczym – po powołaniu wszystkiego do istnienia, Bóg nadał światu rytm. Siódmy dzień miał być dniem odpoczynku, dniem poświęconym Bogu, dniem wolnym o pracy i wysiłku, a jako Boży dar, element stworzenia, był ściśle przestrzegany.

Świętowanie sabatu, powstrzymywanie się od pracy, było jednym z elementów odróżniających Żydów od innych ludów. Było to do tego stopnia mocno zakorzenione i przestrzegane, że w deuterokanonicznej 1. Księdze Machabejskiej czytamy o tym, że nawet  w czasie wojny trzeba było uzasadnić przed swoimi wojownikami konieczność walki w sabat (1 Mch 2,32-41).

Dlatego, gdy uczniowie Chrystusa ścinają kłosy w sabat, to nie jest to jakiś tam nietakt. To poważne przewinienie. To naruszenie rytmu życia ustanowionego przez Boga. Faryzeusze pytają – jak Ty, Jezusie z Nazaretu, możesz na to patrzeć i nie zwrócić uwagi swoim uczniom? Jakim jesteś nauczycielem, że tego nie rozumiesz? Czy dla Ciebie nie ma świętości, czy uważasz, że można robić co się chce? Chrystus odpowiada, przywołując historię Dawida, który złamał przykazanie zachowania sabatu gdy uciekał przed Saulem i potrzebował jedzenia dla siebie i swoich wojowników.

Czyli sprawa wydaje się prosta – ważniejsze są potrzeby ludzi niż nakazy, prawda? Cóż, Siostry i Bracia, nie jest to takie proste. Pamiętajcie proszę, że ludzie sprzed dwóch tysięcy lat nie definiowali ludzkiej wolności i godności tak samo jak my. Dla nich podważenie Bożego porządku stworzenia, złamanie przykazań byłoby równoznaczne z odrzuceniem przymierza z Bogiem. Innymi słowy złamanie sabatu to podważenie swojej tożsamości, sensu życia, punktu odniesienia. My możemy tego nie czuć, szczególnie w mocno zsekularyzowanym świecie, ale dla Żydów czasów Chrystusa to była bardzo poważna sprawa.

Chrystusowe uzasadnienie dla możliwości zbierania kłosów jest dość złożone i składa się z trzech powiązanych ze sobą części. Najpierw Chrystus mówi: Czy nigdy nie czytaliście, co uczynił Dawid, kiedy był w potrzebie i był głodny, on i ci, którzy z nim byli? To nie z powodu głodu Chrystus przywołuje tę historię. Przecież tekst ewangelii nie mówi o głodnych uczniach, a to byłoby raczej kluczowe dla tej opowieści. Wątpliwe, by autor ominął tak ważny szczegół. Chrystus przywołuje tę historię, ponieważ było czymś oczywistym dla faryzeuszów, że Dawid, przyszły król, był Bożym pomazańcem i mógł w swojej władzy podjąć decyzję o tym, że w tej sytuacji niejako zawiesza stosowanie przepisów sabatu.

Następnie Chrystus wskazuje, że sabat nie został ustanowiony w próżni: Ponadto rzekł im: Sabat jest ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla sabatu. Sabat, porządek jaki z niego wypływa, przestrzeganie tego dnia wolnego od pracy i znoju – to wszystko zostało ustanowione z myślą o człowieku. Bóg ofiarował to ludziom, by mogli żyć lepiej.

Ciąg argumentacji Chrystusa zamyka stwierdzenie: Tak więc Syn Człowieczy jest Panem również i sabatu. Syn człowieczy to tytuł mesjański, królewski. Nawiązujący ponownie do Dawida. Faryzeusze musieli znać proroctwa Izajasza, mówiące o tym, że mesjasz będzie potomkiem Dawida, będzie jak Dawid. Skoro więc Dawid mógł „zawiesić” obowiązywanie sabatu, tym bardziej może to uczynić Chrystus, który jest mesjaszem, Synem Człowieczym.

To stwierdzenie musiało być większym szokiem dla faryzeuszów, niż samo zbieranie kłosów przez uczniów. Gdyby w nie uwierzyli to zakwestionowaliby poczucie własnej tożsamości. Byli tym kim byli, bo przestrzegali przepisów przymierza. Chcieli być jak najbliżej Boga, dlatego w swoim życiu w centrum ustawili to, co ich zdaniem do Boga zbliżało – czyli przepisy, przestrzeganie zasad. To myślenie dawało im spokój, bo wyznaczało granice świata, wskazywało na jasną ścieżkę, na której nie ma wątpliwości, bo jest wskazane co i jak trzeba zrobić. A Chrystus wskazał, że to nie sam przepis jest ta drogą, że przepisy bywały w konkretnych okolicznościach zawieszane przez tych, którzy byli wysłani od Boga; że wszystkie nakazy, przykazania i zakazy mają służyć ludziom i że Boży pomazaniec może je dostosować do okoliczności.

Chrystus powiedział, że jest tym pomazańcem, mesjaszem, królem z pnia Dawida. I że to on jest drogą, a nie żaden konkretny przepis. Zauważcie, że Chrystus w ten sposób nie odrzucił zasad, nie stwierdził, że sabat nie obowiązuje, ale wskazał, że wszystkie przykazania mamy interpretować przez niego w duchu troski o bliźniego.

A dla Chrystusa ludzie byli ważniejsi niż zwyczaj, niż litera przepisu. Bez dwóch zdań Chrystus jako Żyd uznawał prawo, a przynajmniej ducha tego prawa, bo ono było ustanowione z myślą o ludziach i ich dobru. Jednak życie, a w szczególności cierpienie i śmierć Chrystusa miały pokazać, że litera prawa może rozminąć się z jego intencją i wcale nie prowadzić do Bożej bliskości, a wręcz przeciwnie, do odrzucenia Boga.

Ta reinterpretacja sprawia, że to nie konkretny sposób postępowania staje się dla nas wyznacznikiem naszej relacji do Boga, a staje się nią podążanie za Chrystusem. Czyli za tym, który zawsze stawiał człowieka przed przepisem. To jest podstawą chrześcijańskiej tożsamości. Nie taki czy inny nakaz. Dlatego podążając za nim musimy przede wszystkim spoglądać na ludzi, nie na zwyczaje, przepisy, przykazania. Musimy kierować się miłością, czyli szacunkiem empatią i założeniem, że ten człowiek naprzeciw nas też pragnie dobra. Troska o człowieka jest ważniejszym elementem tożsamości chrześcijańskiej niż takie albo inne przykazanie.

W kościele św. Krzysztofa może zabrzmieć to ryzykowanie, może pan Tomasz zaraz będzie chciał mnie wyprosić, ale jednak powiem to. Wyrzućmy z kościoła wszystko – organy, szaty liturgiczne, porządek nabożeństwa, dorobek setek lat pracy teologów, piętrowe misterne konstrukcje etyczne – ale jeśli zostanie nam szacunek i troska o ludzi wokół, to wciąż będziemy chrześcijanami.

Podobnie gdy dopełnimy w kościele wszystko z niebywałą pieczołowitością – muzykę, szaty liturgiczne, porządek nabożeństwa, będziemy korzystać z setek lat pracy teologów i pięknie tłumaczyć doktryny i dogmaty, gdy będziemy opisywać piętrowe misterne konstrukcje etyczne – ale nie będziemy w stanie zdobyć się na szacunek do drugiego człowieka, to nie będzie to miało żadnego znaczenia. Nie będzie w tym chrześcijaństwa.

Najchętniej w tym miejscy bym zakończył. Ale po czwartkowym wyroku Trybunału Konstytucyjnego jedna z wielkich debat etycznych powróciła z niebywałą siłą.

Chodzi o aborcję. Problem z aborcją – i z każdym z innych wielkich problemów etycznych – polega na tym, że dochodzi w nich do konfliktu wartości. To nie jest tak, jakby chcieli zwolennicy zakazania aborcji, że po porostu bronią życia dzieci. Na drugiej szali znajduje się życie matki, jej cierpienie, często też cierpienie ojca; trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, czy krótkie życie w męczarniach jest lepsze od usunięcia płodu. Dla porządku dodam również, że i z drugiej strony sprawa nie jest taka prosta – bo zarodek biologicznie jest człowiekiem, nawet jeśli nie ma świadomości i przez wiele tygodni nie ma fizjologicznej zdolności do odczuwania bólu.

W tej całej sytuacji, przy wszystkich niewiadomych i niejednoznacznościach, nie ma niczego gorszego co mogliby uczynić chrześcijanie, niż bicie po głowie Biblią, krzycząc, że przecież jest tam przykazanie nie zabijaj. Przy okazji przemilcza się wszystkie okazje gdy „zabijaj” było widziane jako Boży nakaz. Wszyscy którzy powołują się na „nie zabijaj” powinni zauważyć,  że już w następnym rozdziale znajdują się sytuacje, w których karą jest śmierć. Nie wspomina się też o historii Tamar, która za rzekome cudzołóstwo miała być ukamienowana – choć była w ciąży.

W sytuacji tak wielkiego konfliktu rożnych wartości nie pozostaje nam nic jak tylko postawienie ludzi przed przepisem.  Religijną odpowiedzią powinno być towarzyszenie człowiekowi – po pierwsze matce, bo ona ma świadomość, ona psychicznie i fizycznie może cierpieć; po drugie stworzenie dla niej jak najlepszych warunków społecznych, ekonomicznych i socjalnych; po trzecie towarzyszenie jej i ojcu w każdej decyzji, którą podejmą.

Czy to jest idealne rozwiązanie? Nie. Ale w idealnym świecie nic nie zakłócałoby rytmu spokojnego życia. Nic nie zakłócałoby sabatu. Ale to nie jest idealny świat, bez konfliktów wartości, i dramatycznych decyzji. I w tej sytuacji musimy pamiętać, że nie człowiek jest dla sabatu, ale sabat dla człowieka, a podstawą naszej tożsamości, soczewką, przez którą mamy patrzeć na świat jest Chrystus. On jest naszym fundamentem i uzasadnieniem by zakwestionować – wtedy i tylko wtedy gdy jest to potrzebne – literę przepisu.  Pamiętajmy, że to człowiek zawsze ma pierwszeństwo. Zachowując się inaczej, stajemy się jak faryzeusze, którzy pragną być blisko Boga, ale zamiast niego widzą tylko literę nakazu, ignorując ludzi. Wiem, że może to być trudne, że na takiej drodze czekają nas rozterki. Jednak tylko droga towarzyszenia, oparta na Chrystusie i wolności jaką nam daje, prowadzi do świata, w którym to miłość będzie dominowała.

Amen.

ks. Paweł Mikołajczyk