16. Niedziela po Trójcy Świętej

27.09.2020

Wrocław, kościół św. Krzysztofa
10:00, Luterańska Msza Święta (po niemiecku)
18:00, Luterańska Msza Święta (po polsku)
19:30, spotkanie dla chcących wstąpić do Kościoła ewangelickiego lub choćby zainteresowanych jego nauką

ŚE – Śpiewnik Ewangelicki

Introit ŚE 664 Co Bóg mój chce
Graduał ŚE 945 v.1+2 Uczyń ze mną co chcesz, Panie
Przed kazaniem ŚE 178 Jezus żyje! Z Nim i ja

Po kazaniu Muzyka organowa
Przygotowanie ŚE 412 Witaj, krynico dobra wszelakiego

Zakończenie ŚE 508 Jest ze mną Pan, gdy wieczór zbliża się

Celebrans:
ks. Andrzej Fober, proboszcz

Organy:
Tomasz Kmita-Skarsgård, dyrektor muzyczny i organista


2 Tym 1, 7–10

Drogi Zborze Chrystusowy!

„Napomnienie do gorliwości i wytrwania w wierze” – tak zatytułowany jest fragment będący podstawą kazania na dziś. Powiemy: nic szczególnego! Cała Biblia jest pełna przykładów zachęcających do wiary i do wytrwania w niej. Tego samego oczekujemy od każdego kazania, które – przez wykład Słowa Bożego – ma nas utwierdzić w wierze w Trójjedynego Boga.

Wszystko się zgadza, tylko że niektóre przykłady biblijne nie są łatwe do naśladowania. Próbie wiary poddane były Marta i Maria – siostry Łazarza. Jak wiemy, Jezus był częstym gościem w ich domu, w Betanii. Tam wydarzyło się wiele pięknych historii. Bo gdzie pojawia się Jezus, tam zawsze dzieją się piękne rzeczy, tam przeżywa się niezapomniane chwile.

Sęk w tym, że czym innym jest czytanie po latach o uzdrowieniu Łazarza i krzepienie się słowami Jezusa, a czym innym było znaleźć się w roli Marty i Marii. Ich brat zachorował. Dzięki bliskim relacjom z Jezusem należy przypuszczać, że prawie zawsze wiedziały, dokąd Jezus się wybrał i gdzie może w danym dniu przebywać. Nie było wtedy telefonów komórkowych i systemu GPS, jedynie kupcy i przygodni podróżni przekazywali ważne, czasami sensacyjne informacje. 

Posłały więc po Jezusa z wieścią: Ten, którego miłujesz, zachorował. Betania, dzisiaj na tym terenie miejscowość nazywa się Al-Ajzarijja. Jest odległa od Jerozolimy, gdzie Jezus przebywał, niecałe trzy kilometry. Trzy kilometry! Taki dystans można pokonać rowerem w ciągu 5 minut. Spokojnym spacerem dojdzie się w ciągu 30–40 minut. Jezus przychodzi czwartego dnia. Łazarz leży w grobie i – z uwagi na tamtejszy klimat – jego ciało już cuchnie. Dalszy przebieg opowiadania znamy. Jest w nim wiele wątków.

Dziś jednak interesuje nas jeden: wytrwanie w wierze. Jezus zna powód zwłoki, uczniowie też, Maria i Marta znają tylko brutalną rzeczywistość: ich brat nie żyje. Uzmysłowienie sobie się tych prostych faktów lub przyjrzenie się im pokazuje nam, że w istocie tak jest zawsze, kiedy czegoś doświadczamy: widzimy przede wszystkim siebie, nasz ból, stratę, sytuację – zdaje się – bez wyjścia. To wszystko razem, jakby za jednym zamachem, zabiera lub usuwa z naszego serca, z naszych myśli wszystko to, co nazywamy wiarą lub co uważamy za wiarę.

Taka jest przemożna siła doświadczenia, że przysłania nam ono wszystko to, co przez lata było nawet gorliwie i systematycznie budowane przez lekturę Pisma, udział w nabożeństwach, codzienną modlitwę. Często dzieję się to dosłownie w jednej chwili. 

Marta i Maria wiedzą, że Jezus miłuje obie siostry i ich brata. Są jednak rozgoryczone i nie pojmują tego, że Jezus nie przyszedł natychmiast. Gdzie byłeś Boże, kiedy działo się to, co się działo?! To wyznanie i wołanie stare jak świat. Miliony ludzi, całe narody na przestrzeni wieków, zadawały Bogu to pytanie: Gdzie byłeś Panie? Gdybyś tu był, nie miałoby miejsca to, co się stało!

Przeczytałem ostatnio krótkie rozmyślanie: Przeraziłem się, kiedy zauważyłem, że na drodze mojego życia widoczne były tylko moje ślady, i to głównie wtedy, kiedy przechodziłem przez ciężkie chwile i dni. „Panie, kiedy postanowiłem iść za Tobą, obiecałeś, że zawsze będziesz ze mną. Teraz jednak widzę, że nie ma śladów twoich stóp w moim życiu, i to w najtrudniejszych jego chwilach. Dlaczego zostawiłeś mnie samego wtedy, kiedy najbardziej Cię potrzebowałam?” Jezus odpowiedział: Mój synu, moja córko. Nigdy nie zostawiłem cię w trudnych chwilach. Nie byłbyś w stanie ich przetrwać, gdybym nie niósł cię na moich ramionach, dlatego widzisz tylko jeden ślad w swoim życiu – to moje kroki.

Nie dał nam Bóg ducha bojaźni, lecz mocy i miłości, i powściągliwości. Nie wstydź się cierpienia, nie wstydź się świadectwa o cierpieniu, bo kiedy cierpienie przeminie, będziesz mógł opowiedzieć, jak Bóg prowadził Cię, jak niósł Cię na swoich rękach.

Nie jesteśmy w stanie zrazu odgadnąć zamysłów Boga – w Jego niepojętym palnie nie względem świata, ale względem nas. Czasami właśnie jest tak w naszym życiu, albo kiedyś jeszcze będzie, że pozostaje nam tylko wiara. Dlatego jej utwierdzanie jest takie ważne, aby pod byle pretekstem lub z jakiejś błahej przyczyny jej nie porzucać.

Żadne cierpienie – ani obecne, ani przyszłe – nie jest w stanie zmienić Bożego postanowienia względem nas i naszego powołania – do światłości, do życia, do zbawienia.

Może okres pandemii – przez wielu wyśmiewany, kwestionowany i bagatelizowany – jest tym czasem, w którym coś powinniśmy zrozumieć, odczuć, postanowić, zauważyć. Np. to, jak cenne są spotkania i rozmowy z bliskimi, które teraz są mniej lub bardziej ograniczone.

Czytam od kilku dni książkę Marka Haltera „Pamięć Abrahama”. To dwa tysiące lat żydowskiej rodziny przepędzanej z jednego miejsca na ziemi na drugie. Książka poruszająca, smutna, przepiękna i budująca. Pokazuje to, o czym mówi Apostoł Paweł w Liście do Tymoteusza: Bóg nie dał nam ducha bojaźni, lecz mocy i miłości, i powściągliwości. Po każdym trudnym doświadczeniu musimy się podnieść i kontynuować podróż życia, która nie jest bez celu, bo na jej końcu jest wieczność.

Myślę, że również człowiek wierzący powinien umieć marzyć lub mieć wizje. Marek Halter zamieszcza w swoim opowiadaniu mądrość Żydów mieszkających kiedyś w Szampanii: Marzenie o ciasteczku jest tylko marzeniem, nigdy nie jest ciasteczkiem, ale marzenie o podróży jest już podróżą. 

Życzę Wam niezapomnianej podróży z tym, który Jest.

Amen

ks. Andrzej Fober
Proboszcz