2. Niedziela Wielkiego Postu – Reminiscere

28.02.2021

Wrocław, kościół św. Krzysztofa
10:00 – Luterańska Msza Święta (po niemiecku)
18:00 – Luterańska Msza Święta (po polsku)
19:30 – spotkanie dla chcących wstąpić do Kościoła ewangelickiego lub choćby zainteresowanych jego nauką

ŚE – Śpiewnik Ewangelicki

Introit ŚE 751 Pójdź do Jezusa
Graduał ŚE 820 v.1 W Tobie, Chryste Panie
Przed kazaniem ŚE 436 W strapieniu swoim i swym upadku

Po kazaniu Muzyka organowa
Przygotowanie ŚE 407 Podnieśmy wszyscy społem

Zakończenie ŚE 372 Święty Boże

Celebrans:
ks. Andrzej Fober, proboszcz

Organy:
Tomasz Kmita-Skarsgård, dyrektor muzyczny i organista


Iz 5, 1–7

Drogi Zborze!

Bardzo głębokie teologicznie jest zestawienie w dzisiejszej liturgii Pieśni o winnicy z Księgi Izajasza z fragmentem rozmowy Jezusa z Nikodemem. Peryferyjnie odległe teksty mówią w zasadzie o tym samym: o ciemności i grzechu oraz ich przeciwieństwach – jasności i dobrych uczynkach. Pieśń o winnicy, jeden ze szczytowych fragmentów poezji Starego Testamentu, nie pozostawia złudzeń: „Zaiste winnicą Pana Zastępów jest dom izraelski, a mężowie judzcy jego ulubioną latoroślą. Oczekiwał prawa, a oto – bezprawie; sprawiedliwości, a oto – krzyk” (Iz 5, 1–7).

Działanie Boga wobec człowieka, korony stworzenia, zawsze opierało się na zasadzie do ut des! – daję, abyś ty mi dał! Bóg daje człowiekowi i oczekuje od niego konkretnej reakcji. Początkiem owej reakcji – i każdej relacji z Bogiem – jest wdzięczność. Zasady do ut des nie da się jednak odwrócić. Człowiek w zasadzie nie może ofiarować Bogu niczego, za co Bóg miałby być wdzięczny człowiekowi. Bóg daje, gdyż kocha. Nasza miłość do Boga jest tylko odbiciem Jego miłości – i jako taka nie może Boga zadowolić. Bóg dał człowiekowi u zarania dziejów – i do dziś daje każdemu z nas – przecudną winnicę naszego życia, wyposażoną w rzeczy, których większość ludzi na świecie nie posiada.

I co? I co dalej?

Bóg nie zadowala się przyjmowaniem od nas zużytych gratów. On chce od nas życia w światłości, czyli w prawdzie, życia zbalansowanego, wyważonego, powściągliwego w posiadanych materialnych dobrach, ale bogatego wewnętrznie. On oczekuje życia, które będzie nie tylko radością dla nas, ale również dla innych. Chodzi o życie nacechowane troskliwą uwagą na los innych, a nie tylko o załamywanie rąk na losem bezimiennych milionów.

Dzisiejsza Ewangelia, zaczerpnięta z rozmowy Jezusa z Nikodemem, pokazuje nam dokładnie, o co chodzi. Nikodem, o którym czytamy, że był dostojnikiem żydowskim, faryzeuszem i członkiem Sanhedrynu, od pewnego czasu źle sypiał. Jezus, syn cieśli z Nazaretu, nie dawał mu spokoju. Możemy wyobrazić sobie długie, bezsenne noce, przewracanie się z boku na bok, zapalanie oliwnej lampki przy łóżku – wbrew protestom leżącej obok żony – aby jeszcze coś sprawdzić w starych księgach, u Mojżesza, u proroków. Pewnego razu podejmuje wręcz desperacką decyzję: postanawia dowiedzieć się, gdzie Jezus mieszka, i umówić się na spotkanie. To musi być noc, aby nikt nie widział.

I pewnego razu dochodzi do spotkania. Tam wypowiedziane zostało wiele kluczowych dla chrześcijaństwa słów: Wszyscy znamy 16. wiersz owego trzeciego rozdziału: „Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto w niego wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny”. Te słowa znają już dzieci ze szkółki niedzielnej. W czasach, w których przyszło nam żyć, być może jeszcze ważniejszy jest werset 17: „Bo nie posłał Bóg Syna na świat, aby sądził świat, ale aby świat był przez niego zbawiony”. Tak, nie do nas należy sąd. Od przemożnej chęci osądzania nie potrafimy się oddalić, bo w ten sposób stawiamy siebie w dobrym świetle – ale to nie jest dobre światło. Rozmowa Jezusa z Nikodemem kończy się słowami: „Lecz kto postępuje zgodnie z prawdą, dąży do światłości”.

W ten sposób mamy chyba dość jasny wykład tego, co Jezus chciał powiedzieć Nikodemowi: Ja jestem światłością, mnie musisz ustawić w centrum życia, a wtedy inaczej na to życie spojrzysz. Jeśli postawisz mnie w centrum swojego życia, zobaczysz też, że tym życiu są też cienie. Tam, gdzie światło, tam jest cień. Lady Gaga – po której osobiście nie spodziewałbym się takich słów, ale to wynik raczej uprzedzeń czy ukierunkowania mojego myślenia przez media – powiedziała: „If you don’t have any shadows you are not standing in the light” (jeśli nie rzucasz żadnego cienia, to znaczy że nie stoisz w świetle).

Znamienny jest fakt, że Nikodem przychodzi do Jezusa w nocy. Idzie nocą przez ulice miasta, aby spotkać Światłość. To symboliczny obraz naszej możliwej drogi przez życie: od ciemności do światłości; od kłamstwa do prawdy; od gromadzenia dla siebie do udzielania innym.

W taką samą noc Judasz opuszcza Jezusa i pozostałych uczniów. Ewangelista Jan w 13. rozdziale opisuje moment wskazania przez Jezusa tego, który go zdradzi. Jezus podał umoczony kawałek chleba. „A on, wziąwszy kawałek chleba wyszedł, «a była noc»”. Ta krótka informacja „a była noc” ma głębokie znaczenie. Judasz odchodzi od społeczności. Opuszcza światłość i idzie w ciemność. Chce ukryć to, o czym dowie się kiedyś cały świat. Jednak nawet w tym momencie Jezus go nie zapomina, nie zdradza. Daje mu kawałek chleba, jakby chciał powiedzieć: posil się i idź, bierz, jedz, bo – jak Eliasz na pustyni – ty też, Judaszu, masz długą drogę przed sobą.

Te same słowa słyszymy podczas naszej Eucharystii. Bierz i jedz, posil się i idź w dzień i noc twojego życia. Jeśli widzisz w nim cienie, to znaczy, że jesteś blisko światła. Jeśli twoja wiara się chwieje, to znaczy, że jest żywa. Jeśli nie czujesz się godny, by przystąpić do ołtarza, to oznacza, że jesteś należycie przygotowany. Ostatecznie jednak zupełnie przygotowani na spotkanie ze Światłością będziemy dopiero w wieczności.

Amen!

ks. Andrzej Fober